| << | Maj 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | | | |
Księga gości
|
|
|
Codziennie lepiej! :)
2009-04-18
|
Wczoraj przez cały dzień, do godz. 20.00 zjadłam tylko jabłko i trochę klusek z truskawkami (żeby nie wzbudzć podejrzeń)
Później byłam na 18-tce, no i tam zjadłam kawałek tortu, trochę surówek, kawałek ciasta ;( i winogrono, do tego doszła lampka szampana ;((((
Tak więc, w ciągu całego dnia pochłonęłam ok. 1800kcal
na całe szczęście tańczyłam długo do upadłego, więc sporo spaliłam. :)
Dziś zjadłam 1000 kcal i na tym koniec. |
|
Komentarzy:
0
|
|
;((((((((((((((((((((((
2009-04-16
|
Jestem na siebie ZŁA!!!!!!
Dziś nicni z odchudzania i trzymania diety. Przed chwilą, zjadłam OBFITĄ kolację :(
a przez cały dzień zjadłam jakieś 2500 kcal!!!
Dobrze, że przynajmniej chodziłam na pieszo do, i ze szkoły, no i że biorę ten Apptrim, to może nie przytyję :/
Mówi się trudno. Jutro zamierzam zjeść do 600kcal max! No i spalę co nieco na imprezie :)
Tylko żeby jeszcze mieć jutro płaski brzuch... Może kupię sobie jakiś środek przeczyszczający? |
|
Komentarzy:
1
|
|
Ku celom pożądanym wiodą drogi trudne. Eliza Orzeszkowa
2009-04-15
|
Nie chcę, żeby ktokolwiek miał mnie za jakąś anorektyczkę. Oprócz silnej woli, objawiajacej się tym, iż potrafię się zmusić do niejedzenia, a także do wzmożonej dawki ruchu, umiem także trzeźwo spojrzeć na siebie, i wiem, że w odpwiednim czasie będę umiała powiedzieć sobie: STOP! Nie chcę być nie wiadomo jak chuda, możliwe, że usatysfakcjonuje mnie wyższa waga niż 52kg przy moich 168cm wzrostu, zależy jak będę wyglądać. Szkielety mi się nie podobają!
Ale teraz muszę coś zmienić w swej figurze... Nie miałam nigdy chłopca. Fakt, jeszcze nigdy nie byłam zakochana "tak na poważnie", ale jakże mogłabym być, skoro jeśli obdażyłam kogoś jakimś uczuciem i nie było ono odwzajemniane, to nie mogło przerodzić się w nic trwałego. Niekiedy cierpiałam, uważałam, że to duże uczucie, ale, jak to zwykle bywa z nastolatkami, nie trwało to zbyt długo. Na szczęście!
A faceci to głównie wzrokowcy :(
Co z tego, że mam poczucie humoru, wiele zainteresowań, fajnie się ze mną gada? Ludzie się garną do mnie bo mnie lubią (i szanują), uważają mnie za świetną osobę. Wiem, to brzmi, jakbym się przechwalała :) Normalnie nikomu bym o sobie nie opowiadała w takich superlatywach, ale blog to co innego ;)
Dlaczego tylu chłopaków lgnie do wrednych dziewczyn z toną tapety na twarzy? Owszem, nie wszyscy tacy są. Ale wszyscy cenią sobie wygląd dziewcząt. Z resztą, dziewczyny wcale nie są lepsze pod tym względem.
Nie zmienia to faktu, że ja fatalnie czuję się w swoim ciele. Nie tyko przez moje relacje damsko-męskie! Szlag mnie trafia, jak muszę kupić sobie spodnie albo pójść na basen (właściwie to już tam niestety nie chodzę).
Wyobrażam sobie, jak śmiertelnie nudny musi być mój blog dla kogoś, kto go przeczyta. Nie zabiegam o wielu czytelników, traktuję go bardziej jako pamiętnik, który może pomoże mi wyleczyć się z moich rozterek.
Jestem osobą raczej przebojową, nie jestem nieśmiała, nie boję się nowych wyzwań, a porażki nie zrażają mnie. Serio! Tylko właśnie jeśli chodzi o chłopaków, nie mam pewności siebie. Tzn. normalnie się ich nie wstydzę, tylko tych, którzy mi się podobają. Nie jestem w stanie ich poderwać. Zawsze uważam, że taki czy inny chłopak, jeśli wszystko z nim w porządku, nie mógłby się mną zainteresować...
Ludzie mówią, że wygaduję brednie, ale nikt nie jest w stanie przekonać mnie, że jest inaczej. No, chyba że ktoś mnie by pokochał.
Ale na chwilę obecną to niemożliwe.
Muszę schudnąć, żeby nie obrzydzać innych swoją osobą. Kilogramy stoją na drodze do mojego szczęścia, a więc muszę po prostu się ich pozbyć. I dam radę! |
|
Komentarzy:
1
|
|
2009-04-15
|
15.04.2009: 60kg ;-((( BMI: 21,26
15.08.2009: 52kg ;-))) BMI: 18,42
I nie mówcie mi, że TERAZ mieszczę się w normie... |
|
Komentarzy:
0
|
|
2009-04-15
|
Właśnie wróciłam ze szkoły. Okropnie się czułam, jestem trochę przeziębiona i szybko się męczę.
Ale nie o tym chciałam pisać:)
Postanowiłam znowu zacząć moją przygodę z odchudzaniem. Muszę jakoś się oczyścić po Świętach i "nieco" schudnąć ;)
Od tej pory zamierzam wcinać jak najmniej.
Będę codziennie zapisywać to, co pochłonęłam oraz to, ile spaliłam i w jaki sposób. Takie zapisywanie działa mobilzująco.
A więc: DO DZIEŁA!!! :D |
|
Komentarzy:
0
|
|
Zaczynam od nowa
2009-04-15
|
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Tak to się wszystko zaczęło...
2009-04-14
|
Nigdy nie byłam otyła, ale i nie należałam do "ułomków". Chociaż, jak sięgnę pamięcią, obejrzę stare fotografie albo spytam rodziców czy dziadków, jako dziecko byłam bardzo drobna. Co więcej - zmuszano mnie do jedzenia, bo sama w ogóle o nie nie dbałam.
Tak było do 3 klasy podstawówki już wtedy weszłam w wiek dojrzewania i to dość gwałtownie. W ciągu kilku miesięcy urosłam 10 cm, miałam wilczy apetyt, jak nigdy dotąd. Ponadto mnej chętnie niż kiedys zażywałam ruchu na świerzym powietrzu, to także nie było w mej naturze.
W tenże sposób dochowałam się zbędnych kilogramów. Najgorzej wyglądałam w gimnazjum, dobrze ze byłam wysoka, to kilogramy jakoś się rozłożyły.
Nigdy nie miałam duzego brzucha, zawsze miałam talię osy, ładny biust (niemały, ale też nie za duży) oraz... masywne uda i wielką pupę ;(
Niby nie przybierałam juz bardziej na wadze, ale coraz bardziej się siebie wtydziłam :(
głupio mi było nawet wyjść na środek klasy! Oczywiście nie przez nieśmiałość, bo bardzo lubiłam (i lubię) występować, ale bałam się, że będę obiektem żartów.
Nigdy nie byłam tak do końca przegrana, w mojej figurze można było dopatrzyć się ładnych miejsc, buzi też nie miałam brzydkiej, no i byłam zawsze lubiana, a niekiedy podobałam się jakiemuś chłopakowi. I tak jest podziś dzień. Niby już sporo zeszczuplałam, ale nadal wstydzę się siebie i źle się czuję w swoim ciele. Chociaż teraz wiem, że już niewiele mi brakuje do celu i może już w te wakacje posiądę wymarzoną, szczupłą sylwetkę.
Rok temu o tej porze ważyłam ok. 65-66 kg przy wzroście 168cm.
W czerwcu pojechałam na szokolną wycieczkę w góry. Dużo chodziliśmy i zwiedzaliśmy(m.in. Giewont, Dolina Pięciu Stawów),po powrocie ważyłam juz ok. 63 kg. Nie było efektu jo-jo. Później, w wakacje nie jadłam lodów, słodyczy, kolacji. Na początku wakacji byłam 2 tygodnie nad morzem i codziennie biagałam po godzinie, dużo też pływałam. Po powrocie, nadal dużo biegałam, a także jeździłam na rowerze, trzymałam się diety, zaczęłam czytać o odchudzaniu, okazało się że popełniałam małe błędy, które teraz wyeliminowałam. Gdy we wrześniu wróciłam do szkoły, ważyłam 58kg. Czułam się jak nowo narodzona.
Starałam się nie przesadzać z obrzearstwem, ograniczałam tłuszcze, pieczywo i słodycze, niekiedy nie zjadłam kolacji, jednakże odżywiałam się bardzo właściwie.
No, ale w międzyczasie przyszły albo jakieś uroczystości, albo święta, albo miesiączka... A zimą nie bardzo jest jak to wszystko spalić... Tak więc teraz ważę ok. 59,5-60 kg... |
|
Komentarzy:
0
|
|
2009-04-14
|
Fatalnie sie czuję.
Głównie psychicznie.
Przed chwilą zjadłam obfite śniadanie: sałatka, kotlet mielony, sernik, babka piaskowa.
Już nie wspomnę, ile zjadłam wczoraj i przedwczoraj! No, ale to w końcu Wielkanoc, i tak to już jest że mamy, babcie, ciocie przygotowują full pysznego jedzenia, któremu nie sposób się oprzeć.
Dziś niestety, widząc pszepyszną sałatkę i ciasto, znowu sobie pofolgowałam. Kotleta wmusiła we mnie mama.
W dalszej części dnia zamierzam trzymać na wodzy swoje łakomstwo. Wiem, że mi się uda, mam brdzo silną wolę, jeśli na prawdę chcę. Nie martwię się o to.
Bardziej martwię się, czy nie przesadzą w drugą stronę, bo jestem w stanie powiedzić sobie STOP do tego stopnia, że nie jem NIC po godz 16, totalnie zapominam o słodyczach, ciastach, pieczywie, wcinam głównie warzywa, owoce, piję kefiry, zieloną herbatę, ew. czarną oraz wodę. Nawet z reguły nie jadam jogurtów! I wtedy, z płaskim brzuchem czuję sie taka lekka, wolna, ładna...
Szkoda tylko, że czuję sie osłabiona, jest mi zimno (chociaż nawet jak jem bardzo racjonalnie to i tak mam chłodne dłonie i stopy) i burczy w brzuchu. |
|
Komentarzy:
1
|
|
2009-04-14
|
 |
|
Komentarzy:
0
|
|
W zawieszeniu...
2009-04-14
|
Wczoraj Święta, jutro szkoła... :/ A dziś nie wiadomo, co ze sobą począć!
Heh, właściwie, to doskonale wiadomo co - uczyć się! A trochę tego jest :)
Szkoda, bo bardzo chciałabym móc wyjść na rower, albo pobiegać...
Nieopodal mojego domu jest piękny las. Cudowne miejsce, tam dopiero czuję, jak przybywa mi sił... Nieraz zatrzymuję się, by wsłuchać się w ciszę tam panującą... I okazuje się, że panuje tam niezły gwar!
Ptaki ślicznie śpiewają (albo skrzeczą), dzięcioły stukają w drzewa, słychać chrzęst liści, łamanych gałęzi (sarna? wiewiórka?), szum wiatru... I te cudowne widoki, rzeźkie powietrze.
A ja muszę pozostać w domu. Trudno, trzeba to znieść, byle do wakacji! :D
|
|
Komentarzy:
0
|
|